Przegląd Końca Świata: Deadline - Mira Grant, Agnieszka Brodzik

Jak napisać o części drugiej nie spojlerując części pierwszej? Oto jest pytanie. Zawsze drażniło mnie gdy na okładce drugiego tomu znajdowałem streszczenie tomu pierwszego. Chyba mi się jednak nie uda, więc czytając ten tekst parę spojlerów zaliczycie…

Po pierwsze - jest dobrze!


Deadline jest całkiem niezłą książką i tego się trzymajmy. Spadek formy po Feed jest zauważalny, ale dalej jest nieźle. Nadal atutem książki jest opis świata, który poradził sobie z apokalipsą zombie i w którym ludzie żyją w miarę normalnie. Wirus KA jest dużą uciążliwością i każdego dnia może się zdarzyć, że ochrona zastrzeli cię po prostu w sklepie, lub zbombardują jakąś dzielnicę gdzie wybuchło kolejne ognisko epidemii, ale w zasadzie jakoś się tam żyje. Opisane nowe realia są do przyjęcia i spójne.

Po drugie - zacznę się czepiać.

Shaun po śmierci Georgii popada w psychozę. Rozmawia ze swoją siostrą, która stała się jego drugą osobowością, a on godzi się z tą samodzielnie wychodowaną schizofrenią, „bo alternatywa jest jeszcze gorsza”. Pomysł może i niezły, ale wykonanie już gorsze. Shaun jest mało przekonującym wariatem. Co jakiś czas wali pięścią w stół czym straszy swoich współpracowników, którzy nie wiedzieć czemu boją się takich drobnych gestów agresji chociaż żyją w świecie, w którym ciągle ktoś komuś odstrzeliwuje głowę. Nad wyraz wrażliwi.

Narratorem Deadline jest Shaun i trzeba przyznać, że Gerorgia była bardziej przekonująca. Myślę, że autorce (kobiecie) łatwiej było wcielić się w bezkompromisową dziennikarkę (kobietę) niż w nieco szalonego „reportera terenowego” (mężczyznę), który „tyka zombiaka kijem” balansując na krawędzi życia i śmierci. To widać i to razi.

Spisek staje się niejasny, wielowarstwowy, tajemniczy i ogólnie bezcelowy i bez sensu (jak to w wielu historiach o spiskach we współczesnej literaturze i serialach TV). Ciągle zadawałem sobie pytanie po co tyle zachodu, skoro można by po prostu pozbyć się niewygodnego „Przeglądu Końca Świata” (to nazwa redakcji blogu) w nieco bardziej udanej wersji zamachu z Feed. To takie trochę uczucie jak wysłuchiwanie tyrad wygłaszanych przez czarne charaktery i ich demonicznego śmiechu. Trochę to bez sensu i de facto ma na celu umożliwienie bohaterom pozytywnym podjęcia działań zmierzających ku ratowaniu świata. Schematyczne. W Deadline również spotkamy się takim czarnym charakterem (schemat...). Będzie również wątek romatyczno-erotyczny (kolejny schamat...) i stracimy kogoś mniej znaczącego z drużyny, o kim wiadomo od początku, że go stracimy, bo jest klasyczną ofiarą jaką pisarz poświęca dla podniesienia dramatyzmu (i znów schamat). Schematy…

W tej części pojawi się kilkoro nowych postaci, ale nie zostały one zbyt dobrze zarysowane. Autorce tak naprawdę nie udało się przekonać mnie nawet do realności głównego bohatera (Shauna), a co dopiero do pozostałych osób dramatu, ale z jednym wyjątkiem… Tym wyjątkiem jest Mahir (szef newsie rezydujący w Londynie), który występuje przez cały czas na drugim planie, w tle, w krótkich urywanych rozmowach i wreszcie we własnej osobie. Mahir staje się postacią tragiczną i jest przekonujący. Nagroda dla postaci drugoplanowej dla kreacji Mahira Gowdy!

Po trzecie koniec czepiania się.

Nadchodzi jednak burza (dosłownie) i następuje przełom akcji i jest na tyle dobry, że rekompensuje poprzednio wymienione… niedogodności. Pomysłowe, sensowne, konsekwentne. Przełom akcji, który zafundowała mi Autorka wart był tej chwili zwątpienia, którą przeżyłem dopatrując się coraz większej ilości wad w konstrukcji fabuły i postaci. Akcja znów wkracza na intrygujące tory. Z trudem powstrzymam się od spoilera;)

Po czwarte… gwóźdź do trumny?

Nadchodzi koniec lektury, kulminacja, trzęsienie ziemi (metaforycznie) i wreszcie grom z jasnego nieba. BUM! Książka kończy się zdecydowanie mocnym akcentem, ale…
No właśnie jest ale, a nawet ALE. Dlaczego, ach dlaczego powielone zostały schematy z jakże popularnego w kulturze masowej zombiackiego klasyka Resident Evil, dlaczego Miro Grant, dlaczego…?

Po piąte – finiszujemy.

Mamy dobrą (zdecydowanie dobrą) książkę. Autorce brak tu i ówdzie warsztatu, są problemy z kreacją postaci i trudno się jej ustrzec od zbyt oczywistych odwołań do zombiackiego pokulturowego folkloru (och ta końcówka…). Wiele rozwiązań jest, że się tak wyrażę, filmowych (nie lubię tego). Nadal jest to jednak dobra kontynuacja historii rozpoczętej w Feed, która potrafi zaciekawić, a nawet zaskoczyć, co dla kontynuacji jest rzadkością. Tym, którym podobał się Feed, spodoba się i Deadline. Martwi mnie jednak zapowiadana część trzecia trylogii (czy wszystko aktualnie musi być trylogią???). O ile Feed miał zamkniętą konstrukcję, o tyle Deadline w sposób oczywisty zapowiada kontynuację nie domykając głównego wątku fabularnego. Czy Autorce wystarczyło sił by Blackout nie stało się oczywistą mieszanką znanych i popularnych wątków i schematów? Na dwoje babka wróżyła... Zobaczymy. Ja w każdym razie sięgnę po Blackout i czekam na jego wydanie z (umiarkowaną) niecierpliwością.