Ja, diablica - Katarzyna Berenika Miszczuk
Diablica Wiktoria... Czasem nieudacznica pakująca się w kłopoty, kiedy indziej znów dziecinnie nieporadna, a za chwilę wamp w skórzanym wdzianku. Postać zabawna, a jednocześnie dzięki tej mieszance nabiera rumieńców i staje się czytelnikowi bliższa i bardziej realna. Dziewczę wprost spod noża swego zabójcy trafia do piekła (miejsca całkiem przyjemnego - Dolna Arkadia - nazwa sama mówi za siebie) i tam zostaje diablicą kusicielką. Taka karma... Taki obrót zdarzeń skutkuje masą przygód mniej lub bardziej romantycznych, czasem troszkę makabrycznych, zabarwionych humorem i autoironią głównej bohaterki. "Ja, diablica" to trochę taki młodzieżowy "Agent dołu" naszych czasów. Na szczególną uwagę zasługują diabły i podejście do nich Wiktorii - w końcu również diablicy. Diabły to nie ludzie, a ich moralność też od ludzkiej odbiega. Wiktoria w ciekawy sposób podchodzi do ich uczynków. Jeszcze trochę ludzka, ale już diabelska. To co ewidentnie złe, złym być przestaje. Morderca staje się kolegą z pracy i w zasadzie... przyjacielem? Ta stopniowa przemiana i mieszanie się cech diabelskich i ludzkich to niebagatelny walor tej książki. Gdyby nie ten rys, książka znudziłaby mnie szybko, ale dzięki "charakternym" postaciom przeczytałem ją z przyjemnością. Co do aniołów... Szkoda słów - nudziarze w białych skarpetkach do sandałów:) Nie będziemy mieli okazji w tej książce zapoznać się z Górną Arkadią czyli Niebem, ale może następną książką K.B. Miszczuk będzie "Ja, anielica"? Byłoby zabawnie. [dopisek 04.2012 - kiedy to pisałem nie wiedziałem, że będzie "Ja, anielica" - przebłysk jasnowidzenia jakiś:)] Minusów troszkę też by się znalazło: infantylność zachowań bohaterów, przewidywalność niektórych wątków, filmowe spłaszczanie akcji i kadrowanie scen - plaga współczesnej literatury popularnej. Nie jest to literatura najwyższych lotów, ale czy być musi? Książka dostarcza rozrywki, jest optymistyczna, dobrze się ją czyta, a po zakończeniu mamy (a przynajmniej ja mam) ochotę na jeszcze. I myślę, że się doczekam, bo K.B.Miszczuk pióro ma lekkie i pogodne. Jeszcze nie jedno dziełko spod tego pióra wyjdzie, tego jestem pewien!