Kuzynki - Andrzej Pilipiuk
Andrzej Pilipiuk aka Pierwszy Grafoman Rzeczypospolitej - wszak tak sam o sobie mówi, nieprawdaż? Książka średnia, a w zasadzie to ... średniawa. Nieśmiertelność i wampiry, temat mdły, nudny, ograny... Postaci papierowe, bez wyraźnego rysu. Semi-sensacyjna akcja też przedstawia wiele do życzenia. Język sprawny, choć styl drętwy - to chyba najlepsze określenie, niestety. Ot, napisane, bo ... napisane. I to tyle, jeśli chodzi o główny wątek. Cóż więc dobrego o tej książce napisać? Skupmy się na wątkach pobocznych i epizodycznych. Po pierwsze: Pilipiuk przekazuje w ksiązce swoje zamiłowanie do tradycji staropolskiej, do obyczajów minionych wieków. Głosi pochwałę honoru, męstwa i szlacheckiego ducha. Nie ma to specjalnego związku z akcją, ale jest pasją autora. Po drugie: historyczne gwędziarstwo, historyczna zgodność, lokalizacja miejsc i ich tradycji. Autor opowiada o kilku ciekawych epizodach z historii Polski i Europy. Coś podobnego jak Sapkowski w Trylogii Husyckiej, tylko na mniejszą skalę. Po trzecie: autoironiczne spojrzenie na siebie i swoje środowisko. Pilipiuk umieścił w powieści zarówno siebie jak i swoich kolegów literatów połączonych zamiłowaniem do szlacheckiech obyczajów. Kto chce może rozszyfrować kim są literat czy wydawca z krakowskiej piwnicy, a król Komuda wymieniony jest nawet z nazwiska. Bohaterka ksiązki czyta Jakuba Wędrowycza i poddaje go pewnej, nie bójmy się tego słowa, krytyce. Pytanie tylko, czy to autentyczna autoironia i dystans czy pycha przez autora przemawia. Może po trosze jedno i drugie? Reasumując: przeczytać warto, ale nie dla pierwszoplanowego wątku, a dla tego wszytskiego co dzieje się w tle.