Decathexis - Łukasz Śmigiel
Kropelka trupiego jadu Recenzja książki Decathexis. (Łukasz Śmigiel) Ocena: 6/10 Odczucia: 5/10 Książka niewielka i powiedzmy sobie uczciwie, średnia, ale jednak z pewnych względów ciekawa. Świat opisany w niej opętany jest kultem śmierci. Śmierć wydaje się najwyższą religią, kierującą zarówno postępowaniem poszczególnych jednostek jak i całego społeczeństwa. Bierzemy udział w historii inspektora rozwiązującego zagadkę znikających zwłok i przy tej okazji mamy troszkę akcji, odrobinę grozy, a nawet szczyptę steampunku. Postaci są raczej papierowe, tło niezbyt głębokie, a fabuła średnia aczkolwiek nienajgorsza. Co jednak jest ciekawego w tej książce to próba opisania społeczeństwa i obyczajów. Czytając tę powieść miałem wrażenie, że biorę udział w eksperymencie autora (i nie bardzo mi się to podobało), ale pewne pomysły były niezgorsze. Dajmy na to obrzędy pogrzebowe związane ze spożywaniem zwłok, czy też święto podczas którego domownicy kładą w łóżku kukłę i udają przez cały dzień, że zmarł ktoś z rodziny. Sporo takich smaczków w tej książce i dość to wszystko obrzydliwe, ale w jakiś chory sposób również intrygujące. Autor zagrał trochę na przekraczaniu tabu i ten aspekt ratuje książkę w sensie, że jest tam coś ciekawego (aczkolwiek obrzydliwego). Moje wolne skojarzenia podążyły ku „Kronikom Riddica” (film z roku 2004) i nekrofilitycznym kulcie Podświata tudzież ku Mary Roach i jej książce „Sztywniak”. W obu wymienionych przypadkach mamy grę na tabu. Czy w Decathexis udało się coś ugrać musicie ocenić sami.