Unicestwienie - Jeff VanderMeer
VanderMeer osadził swoją książkę w klasycznym nurcie ekoantastyki, jednocześnie uwspółcześniając wątki i styl pisarski. Niech Was nie zmyli termin ekofantastyka, który może i jest nowy, ale sam gatunek ma już tradycje w literaturze. Największe podowbieństwa widzę z ksiązkami braci Strugackich takimi jak Piknik na skaju drogi czy Ślimak na zboczu. Nie znam książki w tej tematyce, która dorównywałaby im głębią przemyśleń. Unicestwienie też im nie dorównuje, ale wcale nie znaczy to, że książka nie jest bardzo dobra. Znajdziemy tu zarówno klimat tajmniczości i obcości "innej" inteligencji, innej ścieżki ewolucji jak i klimat zagrożenia rodem z filmu Zdarzenie (The Happening, M. Night Shyamalan). Książka przedstawia losy 12. ekspedycji do Strefy X organizowanej przez na poły tajną organizację o nazwie Southern Reach. Losy poprzednich ekspedycji były różne, a najczęściej marne, bo ludzie wariowali, mordowali się, popełniali samobójstwa, znikali... Tym razem ekspedycja złożona jest z pięciu kobiet, ekspertów w swoich dziedzinach. Tak też będziemy o nich myśleć - funkcjami, bo autor pozbawił swje bohaterki imion. Będzie więc psycholożka, językoznawczyni, geodetka, antropolożka i biolożka. Swoją historię opowie nam biolożka. Sama Strefa X jest oficjalnie miejscem ekologicznej katastrofy, a tak naprawdę to nie wiadomo czym jest, przy czym nie jest to tani chwyt autora (jakże często stosowany we współczesnych filmach i marnych książkach, gdzie nikt nie wie czym jest to tajemnicze coś - nawet autor....). W Unicestwieniu poznamy tajemnice Strefy X - przynajmniej częściowo - i zmierzymy się z ogromną wyobraźnią autora, który z rozmachem odtwarza inność biologicznej rzeczywistości Strefy X. Pozbawienie bohaterów imion jest znanym z klasycznej sy-fy zabiegiem przedstawiającym instrumentalizację ludzi. Southern Reach wysyłając ekspedycje również traktuje ludzi instrumentalnie, ale mimo tego postać biolożki jest dogłębnie prawdziwa, jej przeżycia, osobiste relacje z bliskimi (z mężem), ze współuczestniczkami ekspedycji są przedstawione bardzo szczegółowo i realistycznie. Wielki ukłon dla autora (mężczyzny), który potrafił tak przekonująco przedstawić opowieść kobiekty. Niezwykłe. Na uwagę zasługuje również szata graficzna książki. Jest monochromatycznie, oldschoolowo, czarno-zielone pozornie niedokładne ilustracje imitują niedoskonałość starych maszyn drukarskich i wspaniale nawiązują do treści i klimatu zarówno swoją formą jak i zawartością. Oczywiście ze wszystkich sił polecam Wam tę książkę, choć może nie każdemu się spodoba. To bardzo dobra współczesna sy-fy osadzona w klasycznej tradycji, książka niezwykła, inteligentna, i zaskakująca.