Pod Mocnym Aniołem - Jerzy Pilch

Nie. Nie. Nie. Mógłbym napisać kilka wielokrotnie złożonych zdań o tej książce, w której autor z nostalgia wspomina swój (?) alkoholizm. Użyłbym wtedy określeń takich jak alkoholowa odyseja, epickie picie, apoteoza wódczanego amoku. Ale nie użyję tych określeń, bo nie chce mi się ich używać. Mamy tu poetycką i nostalgiczną opowieść o nałogu. Smutna i prawie, że piękną. Przeintelektualizowane, pełne fałszywych uniesień i z gracją pomijające obrzydzenie jakie budzi alkoholizm, ten patologiczny, cuchnący, pełen przemocy, kłamstwa, krzywdy ludzkiej. Jakiż piękny jest ten alkoholizm u Pilcha, jakiż pełen iluminacji. Jeszcze kilka uwag o głupich piczkach terapeuciczkach z oddziału deliryków i mamy komplet. Nie i jeszcze raz nie.

 

Na plus niewątpliwie mistrzowski warsztat pisarski Pilcha i interpretacja Grabowskiego (audiobook). Trochę za bardzo dyszał momentami, ale może tak miało być. Świetnie się słucha brzmienia tych słów, to muszę przyznać.  

 

Reasumując, forma i warsztat - wielki plus, duch książki - wielgaśny tłusty minus. I tak, wiem co autor miał na myśli, tak poczytałem sobie recenzje. I tak, nadal obstaję przy swoim zdaniu. 

 

A--