Pewna forma życia - Amélie Nothomb

W sumie trudno powiedzieć kto jest bardziej popieprzony: narratorka opowieści, która namawia grubasa, żeby ze swej otyłości uczynił body art, czy grubas dzielący swe ciało na siebie i  Szeherezadę. Chyba są siebie warci. 

No i ten grubas-żołnież amerykański od 6-ciu lat na misji w Iraku czytający Amelię Nothomb... Dość absurdalne. Chociaż ja też czytam Amelię Nothomb, a nie pasuję do targetu jaki ma wg mnie ta literatura. Może to po prostu dobra literatura o szerokim spektrum rażenia? Może...

Coraz bardziej mnie irytuje ta książka i nie wiem w końcu czy autorkonarratorka poważnie pisze o tym, co pisze, czy też satyrycznie wytyka nam, sobie i całemu światu wewnętrzną egzaltację i artystyczne zadęcie wszelkiej maści pseudointelektualistów...?