Wideo z Jezusem - Andreas Eschbach
Ta okropna religia... Wątek podróży w czasie zawsze wydawał mi się intrygujący (HG Wells oczywiście rozbudził te moje uczucia). Sięgnąłem więc chętnie po tę książkę z nadzieją na ciekawe wątki sf. Zawiodłem się jednak okrutnie, ale może po kolei. Główny wątek książki to tajemnicze znalezisko archeologiczne w Izraelu z czasów Jezusa Chrystusa - kompletny anachronizm który wskazywałby na to, że gdzieś w okolicy ukryta jest licząca 2000 lat kamera SONY, a w dodatku jest to model, który jeszcze nie został wyprodukowany. Mamy do wyboru wariant "podróżnik w czasie" lub wariant "fałszerstwo". Rozpoczyna się poszukiwanie kamery (może jest tam film kazania na Górze, albo może nawet... ukrzyżowanie...?). Akcja toczy się wartko, przygodowo i jakkolwiek część postaci to szablony wycięte z kartonu, to jest też kilka ciekawszych charakterów. Czyta się dobrze, szybko, ciekawie, sensacyjnie i miałem trochę wrażenie, że oglądam niemiecki film przygodowy z rodzaju tych jakie pojawiły się po "Kodzie Leonarda daVinci" i usiłowały ugrywać swoje na popularności tegoż kopiując wątki, postaci i kontrowersje... Książka oczywiście nie wzoruje się na "Kodzie...", bo powstała wcześniej, ale porusza podobne modne tematy "odbrązowiające" osobę Jezusa Chrystusa. Modne jest też szkalowanie religii, udowadnianie jej głupoty (w szczególności zbrodnie chrześcijaństwa są ze smakiem piętnowane prze pseudochrześcijańską Europę). W tej książce sporo niestety udowadniania, że religia i kościół to organizacje typu korporacyjnego, patrzące tylko na zyski i może sam Papież jest ok, ale reszta kościelnego establishmentu to już ludzie niegodziwi, bezwzględni, bez skrupułów zdolni poświęcić wiarę w imię korzyści. Sporo negatywnych uwag jest również na temat judaizmu (w szczególności tradycyjnego). Sam Jezus przedstawiany jest jako człowiek niezwykle charyzmatyczny, na wskroś dobry i pełen zrozumienia dla człowieczeństwa, dla bycia człowiekiem. Całkiem nieźle to nawet wyszło, choć autor bardzo stara się z daleka obchodzić "hipotezę o boskości". Pod względem ideologicznym książka jest niezbyt spójna, a pod warstwą obiektywizmu, na który Autor się sili, drzemie ateistyczny wizerunek świata. Mamy się jednak bawić, bo to literatura rozrywkowa, a nie filozoficzna, więc bawmy się. Jakkolwiek ogólny przebieg akcji jest sympatycznie wartki, to diabeł siedzi w szczegółach. Wątek podróży w czasie jest niezwykle naiwny (człowiek był na wycieczce i się przeniósł). Nawet ta naiwność dałaby się obronić gdyby autor trochę nad nią popracował, ale autor skupił się na wątkach sensacyjnych przyjmując za dobrą monetę powszechną wiarę bohaterów w możliwość takiej podróży (trochę kręca nosami, ale dość łatwo dają się jednak do pomysłu przekonać). Zaskakują również mało rozsądne działania rekina finansjery pragnącego osiągnąć maksymalne zyski z tego odkrycia. No i jeszcze pisarz SF jako konsultant. To takie troszkę życzeniowe myślenie pana Autora jak przypuszczam:) Jest w tej książce kilka ciekawych pomysłów, jest kilka ciekawych myśli i obserwacji, dobrze się czyta, ale nie oczekujcie jakiejś szczególnej mądrości czy głębi. To literatura sensacyjna, rozrywkowa z lekko zarysowanymi i raczej nieudanymi elementami SF. Zakończenie książki jest dość ciekawe i nie chodzi mi tu o spotkanie głównego bohatera z podróżnikiem w czasie, bo ta scena MUSIAŁA się pojawić i pytaniem było tylko KIEDY?, ale o zaprezentowanie mechanizmów medialnej antypropagandy i obniżania wiarygodności świadków zdarzeń przez celowe tworzenie mało wiarygodnej alternatywnej teorii spiskowej na ten tych zdarzeń. Duży plus za to zakończenie.