Bezduszna - Gail Carriger
Początkowo lektura lekko irytująca. I ta terminologia... Wilkołaki mają "watahę", wampiry "ul"... Kolejna sprawa to realia, a w zasadzie ich brak. Czasy wiktoriańskie aż proszą się o to by ubarwić karty powieści szczegółami z epoki. Niestety z realiami słabiutko. A teraz walory:) Walorem jest panna Tarabotti sama w sobie. Główna bohaterka troszkę dziwna bo miota się pomiędzy konwenansami epoki, o których autorka stara się pamiętać, to znów staje się kobietą wręcz nam współczesną. Troszkę steampunkowego anturażu, troszkę paranormalnego romansu. Największą zaletą jest w tej powieści charakter, a w zasadzie charakterek głównej bohaterki, jej relacje z lordem Macoonem (kto się lubi ten się czubi) i [i]last but not least[/i] spora dawka wysmakowanej jak na powieść popularną erotyki. W sumie lektura szybka, łatwa, przyjemna.